poniedziałek, 16 czerwca 2014

Rozdział Dziewiąty (II)

Jasne niebo rozpościerało się nade mną, a zielona łąka zdawała się nie mieć końca. Wokół drzewa jakby tworzyły mur, który miał chronić wszystko od jakichkolwiek niebezpieczeństw. Ciepłe promienie słoneczne padały na moją twarz, a ich ciepło dawało ukojenie. Usłyszałam za sobą kroki, więc spojrzałam sobie przez ramię i uśmiechnęłam się, widząc postać ubraną w błękitny podkoszulek i ciemne jeansy. Moje nogi same zerwały się do biegu, dzięki czemu szybko wylądowałam w ramionach szatyna. Justin zacisnął wokół mojej talii żelazny uścisk i obrócił się ze mną wokół własnej osi. Zaśmiałam się, odchylając głowę w tył. Jednak kiedy już odstawił mnie na trawę, chmury zebrały się nad naszym małym rajem, a wiatr niebezpiecznie wzrósł na sile. Złapałam chłopaka za koszulkę, jakbym bała się, że zaraz zostanie przez porwany przez silne prądy powietrza. Nagle z gęstego lasu wyszła kolejna postać. Miała spuszczoną głowę, ciemne, gęste włosy otaczały jej zaokrągloną twarzyczkę. Ubrana w granatową, obcisłą koszulkę i ciemne rurki, które ciasto opinały jej długie nogi. Kiedy wreszcie podniosła na nas wzrok, od razu ją rozpoznałam. Megan. Dziewczyna uśmiechnęła się chytrze, a ja dopiero po chwili zorientowałam się, że cały czas patrzyła na Justin'a. On również nie odrywał od niej wzroku. Zaczął iść powoli w jej kierunku, a kiedy chciałam ruszyć za nim i zatrzymać go w jakiś sposób, okazało się, że nie mogę się ruszyć. Próbowałam też krzyczeć, jednak im dalej ode mnie znajdował się szatyn, tym bardziej głos utykał mi w gardle i za żadne skarby nie chciał się wydostać. Brunetka złapała jego dłoń i pospiesznie wciągnęła go do lasu, jednocześnie znikając mi z pola widzenia. Słona ciecz spływała po moich policzkach. Poczułam czyjeś ramie, obejmujące moje roztrzęsione ciało. Podniosłam niepewnie wzrok, a ogromna ulga rozpłynęła się po moim ciele, kiedy ujrzałam dobrze mi znane, blond włosy. Jamie zbliżył do mojej twarzy dłoń i uśmiechnął się, jakby chcąc mnie pocieszyć. Starł kciukiem łzy, a ja natychmiast wtuliłam się w jego ciało, co od razu odwzajemnił. 

Otworzyłam oczy i zerwałam się do siadu, szybko oddychając. Rozejrzałam się po pokoju i odetchnęłam z ulgą, kiedy zauważyłam, że jestem w salonie. Justin spal wtulony we mnie, jego klatka piersiowa unosiła się powoli, aby po chwili opaść, co okazało się niezwykle uspokajającym widokiem. Przetarłam czoło, które było lekko mokre od potu, po czym podniosłam się powoli, nie chcąc obudzić chłopaka. Było już jasno, a zegar wskazywał godzinę szóstą dwadzieścia trzy. Ruszyłam w stronę kuchni, czując nieprzyjemną suchość w gardle. Jednak stanęłam jak wryta, widząc w pomieszczeniu brunetkę. Stała do mnie tyłem, robiąc coś przy blacie. 
- Cześć, Miley. - jej głos był dziś inny, mniej przyjazny, a bardziej fałszywy. 
- Dzień dobry, wyspałaś się? - spytałam, starając się utrzymywać normalny ton, co chyba niezbyt mi wychodziło.
- Niezbyt, ale za to ty spałaś wspaniale, prawda? - mówiąc to, odwróciła się do mnie przodem i zmierzyła mnie dokładnie wzrokiem. 
Przygryzłam wnętrze policzka. Postanowiłam nie odpowiadać i po prostu otworzyłam lodówkę, z której wyciągnęłam jakiś sok. Postawiłam karton na blacie i zaczęłam przeszukiwać szafkę w poszukiwaniu szklanki.
- Widzę, że twoja przyjaźń z Justin'em jest na bardzo wysokim poziomie, ale nie zapominaj, że to mnie kocha najmocniej. - uśmiechnęła się i opuściła pomieszczenie.
Dopiero teraz odetchnęłam głośno i samą siebie zaskoczyłam tym, jak długo potrafię wstrzymać powietrze. Co tak właściwie stało się przed chwilą? 
Oparłam się plecami o szafkę i wzięłam łyk soku jabłkowego, dokładnie analizując słowa Megan. 
- "to mnie kocha najbardziej." - powtórzyłam po niej i dopiero teraz przypomniała mi się rozmowa z Clary. 
Czuję, że znajomość z Megan nie będzie należała do najprostszych...


***

Mój śmiech kolejny raz rozbrzmiał w pomieszczeniu, kiedy blondynka rzuciła dowcipem na temat przechodzących obok restauracji dziewczyn. Nie myślałam, że tak szybko złapiemy wspólny język. Jeśli mam być szczera, to w ogóle nie spodziewałam się, że kiedykolwiek zostaniemy choćby koleżankami. Jednak pozory potrafią naprawdę mylić i nie wykluczone jest, że zapatrzona w siebie blondynka okaże się naprawdę świetną dziewczyną. Teraz trochę głupio mi, ponieważ tak surowo ją oceniłam, chociaż ani trochę jej nie znałam. a
- Ziemia do Miley! - pomachała mi dłonią przed twarzą czym zwróciła moją uwagę.
- Ach, tak? - spojrzałam na nią nieprzytomnie, na co zachichotała.
- Pytałam czy wracamy już do domu. - powtórzyła, a ja kiwnęłam głową. - Justin miał wam dzisiaj załatwić to mieszkanie, ale biorąc pod uwagę jego impulsywność... - nie dokończyła, a ja nie jestem pewna czy chciałam, aby to zrobiła, więc po prostu nic nie mówiąc zabrałam z krzesła swoją kurtkę i opuściłam lokal.
- Czy Justin często ma takie... Ataki złości? - spytałam. Nie byłam pewna czy użyłam odpowiednich słów, ale inne nie przychodziły mi do głowy. 
- Wiesz... - dziewczyna westchnęła. - Nie lubi, kiedy coś nie idzie po jego myśli. - odparła. 
- Rozumiem. - nie miałam ochoty ciągnąć tego tematu, więc po prostu zahaczyłam o jakiś nieistotny temat i nawet nie zauważyłam, kiedy doszłyśmy na odpowiednią ulicę.
- Tak! To mogłoby być ciekawe. - zaśmiała się. Jeju, naprawdę ma uroczy śmiech. 
Miałam właśnie jej odpowiedzieć, ale jedynie otworzyłam usta, z których nie wydostał się żaden dźwięk. Stanęłam w miejscu i patrzyłam na czerwono niebieskie światła policyjnego radiowozu. Miałam złe przeczucia, a to że stał on przed mieszkaniem Justin'a wcale nie wróżyło dobrze.
Drzwi otworzyły się, a po chwili ujrzałam szatyna, którego prowadził wysoki policjant. Kiedy lepiej się przyjrzałam, zauważyłam, że ma na rękach kajdanki. Coś jakby wywróciło fikołka w moim brzuchu, takie nieprzyjemne uczucie zdenerwowania. Wzrok miał spuszczony, a żyła na jego szyi niebezpiecznie pulsowała, co świadczyło o jego złości. 
- Justin? - mój głos był niepewny, niemal słaby, jednak chłopak usłyszał mnie. 
Spojrzał na mnie, a ja nie mogłam odczytać z jego miny nic. Patrzył na mnie dopóki policjant nie wepchnął go do radiowozu, po czym sam zajął miejsce kierowcy i odjechał.
Dopiero teraz pospiesznie ruszyłam do mieszkania chłopaka, drzwi nadal były otwarte, a tuż przy nich stał Jamie, rozmawiał z jakimś mężczyzną, który miał krew na twarzy. Co tu się stało?
Blondyn spojrzał na mnie i skrzywił się. Gestem nakazał mężczyźnie poczekać i podszedł do mnie, nerwowo drapiąc się po karku.
- Co... Co się dzieje? - wydukałam. - Dlaczego Justin'a zabrała policja? - dodałam.
Z początku spuścił wzrok, jakby zastanawiał się nad odpowiedzią, ale widząc moje zniecierpliwienie uśmiechnął się pocieszającą, choć nie wyglądało mi to na specjalnie szczery uśmiech.
- Justin... Chciał pozbyć się lokatora ze swojego mieszkania. - oznajmił, jednak wiedziałam, że to nie wszystko, więc nie przerywałam mu. - Wiesz, on jest trochę impulsywny i kiedy John powiedział, że ma jeszcze prawie tydzień na wynajem, on... - momentalnie przeniosłam wzrok na około trzydziestoletniego mężczyznę. 
Miejsce obok jego oka zaczynało powoli siwieć, krew była widoczna na zarysie jego szczęki oraz przy brwi. Wyglądał okropnie. A myśl, że Justin go tak... Urządził przyprawiała mnie o ciarki na plecach. Zerknęłam na Clary, która jakby nie była zdziwiona tym zajściem. Była do tego przyzwyczajona? W sumie Jamie też nie jest zaskoczony, a przynajmniej tak nie wygląda.
- Gdzie go zabrali? - spytałam.
Domyślałam się, jednak chciałam znać dokładne miejsce i zamierzałam od razu tam pojechać.
- Na komisariat. - mruknęłam Clary. 
- Zawieziesz mnie? - zwróciłam się do blondyna, który natychmiast zaprzeczył ruchem ręki.
- Nie, nie. Megan już tam pojechała, lepiej żebyś ty została. - odparł, a kiedy chciałam coś powiedzieć, uniósł dłoń, przez co wydałam z siebie jedynie zirytowane westchnienie. 
Dlaczego to ona ma tam być i dowiedzieć się wszystkiego, a nie ja? To ja tutaj przyjechałam, porzuciłam praktycznie wszystko, nie ona. I dlaczego czuję coś jakby... Zazdrość. Tak. Jestem cholernie zazdrosna o to, co było między nimi. Nie będę samej siebie okłamywała. 
***

Już nie wiem który raz obróciłam się na łóżku. Żadna pozycja nie wydawała mi się wygodna. Co chwilę przemieszczałam się na materacu i nie mogłam nad niczym skupić. Nie miałam pojęcia, co dzieje się właśnie z Justin'em i to mnie dobijało. Będzie miał kłopoty? Jasne, przecież już je ma, ale czy to coś poważnego? Nie myślałam, że jest tak agresywny. Chociaż sytuacja z imprezy w Nowym Jorku, jego zachowanie kiedy przyjechaliśmy do Stratford i ten mężczyzna... Nie wiem, który raz już zaczęłam się zastanawiać czy takie zachowanie u niego jest normalne, o ile można je tak nazwać. Przyłapałam się nawet na myśleniu czy potrafiłby podnieść dłoń na kobietę, ale od razu wyrzucałam to ze swojej głowy. Nie, nie mógłby, oczywiście, że nie. 
Moje przemyślenia przerwał dźwięk telefonu. Podniosłam się do pozycji siedzącej i zaczęłam szukać mojego iPhone'a. Znalazłszy go, spojrzałam na ekran, od razu poczułam dziwny uścisk w żołądku. To była Ashley. W tym wszystkim zupełnie o niej zapomniałam...
Niepewnie odebrałam połączenie i przysunęłam urządzenie do ucha.
- Hej, Miley. - nie myślałam, że usłyszenie jej głosu przyniesie mi taką ulgę.
- Cześć, Ash. 
- Co tam? Jak nowe mieszkanie i w ogóle to wszystko? - spytała.
Nie chciałam jej mówić o wszystkim... To moja przyjaciółka i oczywiste jest, że nie lubię jej okłamywać, ale po prostu sama tego wszystkiego nie przetrawiłam. 
- Jest super. Stratford jest prześliczne i już się tu odnalazłam. - odparłam, starając się brzmieć jak najbardziej szczerze. Serce biło mi jak za każdym razem, kiedy coś próbowałam ukryć, więc cieszyłam się, że jest to jedynie telefoniczna rozmowa.
- Poznałaś kogoś nowego? - cóż, nasze rozmowy właśnie tak wyglądały. Ashley pytała mnie o wszystkie szczegóły, a ja odpowiadałam jej chętnie lub niezbyt... 
- Tak, masę nowych ludzi. - na myśl od razu nasunęła mi się Selena, która nadal nie wróciła z aresztu. Przygryzłam wnętrze policzka. - Um... A jak Chris? 
- Jeśli mam być szczera, to nadal jest na ciebie zły, ale myślę, że bardziej na siebie. - odparła, a ja byłam pewna, że marszczy właśnie czoło, jak to miała w zwyczaju. - Nie martw się, w końcu mu przejdzie. Po prostu bardzo za tobą tęskni. - dodała, kiedy nie odzywałam się przez dłuższą chwilę.
- Tak, wiem. Ja też tęsknię. Przekaż mu to, dobrze?
- Jasne. - miałam coś powiedzieć, jednak przerwały mi jakieś głosy w tle. Nie mogłam dokładnie zrozumieć słów, ale słyszałam męski głos. - Muszę lecieć. Wychodzę. - niezaprzeczalnie słyszałam podekscytowanie w jej głosie.
- Ashley... Czy ja o czymś nie wiem? - zaśmiałam się, co dziewczyna odwzajemniła.
- Porozmawiamy później, trzymaj się! - usłyszałam dźwięk przerwanego połączenia, więc odłożyłam telefon na komodę i ponownie opadłam na łóżko.
Przed oczami pojawiła mi się scena, kiedy zabierałam moje rzeczy z mieszkania... Mina Chrisa, kiedy je opuszczałam i jego wściekłość. Przyłożyłam ręce do twarzy, po czym starłam łzy, które zgromadziły się w kącikach moich oczu. Wiem, że w końcu mu przejdzie, musi... Mimo to tęsknię za nim i chciałabym chociaż usłyszeć jego głos. Rozumiem jego złość, zostawiłam go. To co zrobiłam było okropne i nie powinnam tak postępować z jego uczuciami, ale byłam zagubiona. Nadal jestem. Mam wrażenie, że kiedy pozbywam się jednego problemu, pojawia się drugi, jeszcze większy. To naprawdę przytłaczające. 
Ciszę, która panowała w pokoju przerwało pukanie do drzwi. Spojrzałam w ich kierunku i odwzajemniłam uśmiech, który gościł na twarzy blondynki. Clary patrzyła na mnie łagodnym wzrokiem, przez co wyglądała nieco starzej. Właściwie nie wiem, ile ma lat. Myślę, że jest w wieku Justin'a, chociaż zwykle wygląda na nieco młodszą.
- Oglądamy z chłopakami jakiś film, chcesz iść do nas? - spytała, wchodząc głębiej do pokoju. Spojrzałam na siebie i wzruszyłam ramionami.
- Wyglądam jak siedem nieszczęść. - zaśmiała się na moją uwagę, jednak nie zaprzeczyła.
- Nie przesadzaj, nie będzie nikogo obcego. - usiadła na łóżku i dopiero teraz zwróciłam uwagę, że jej włosy były spięte, co dodawało jej uroku.
- W porządku, daj mi chwilę. - podniosłam się z miękkiego materaca. Nogi wydawały się miękkie, jakbym spędziła w łóżku co najmniej kilkanaście godzin. 
Z torby, której jeszcze nie rozpakowałam wyciągnęłam błękitną koszulkę oraz szare leginsy i weszłam do łazienki. Włosy spięłam w wysokiego kucyka, przemyłam twarz i ubrałam się we wcześniej wybrane ciuchy, po czym wróciłam do dziewczyny.
- Wszyscy są już i Jake'a. - oznajmiła, po czym wyszłyśmy z mieszkania i przeszłyśmy na drugą stronę ulicy. To zupełnie co innego niż duże miasto i chyba podoba mi się taki styl bycia. Mogę wyjść w pidżamie na podwórko, a nikt nie zwróci nawet na to uwagi. Tak jak u moich rodziców, u których nie byłam wieki i chyba nie zapowiada się żeby to się zmieniło...
Weszłyśmy do nieco mniejszego mieszkania niż to, w którym aktualnie mieszkałam. Ściany były ciemno zielone, a na ścianach były jedynie ładne, kremowe lampy, które nieco oświetlały długi korytarz, na którego końcu znajdował się salon. Na kanapie siedziała Jazmyn i Jake, zawzięcie o czymś dyskutowali i nawet nie zauważyli, że przyszłyśmy. Spojrzałam na Clary, a ona zrobiła to samo, po czym machnęła ręką i popchnęła mnie w kierunku małego pomieszczenia, które okazało się kuchnią. Przy blacie stał Jamie, odwrócił się, słysząc nasze kroki.
- O, jesteście. - ukazał szereg prostych zębów. Z uśmiechem było mu do twarzy i zauważyłam, że pierwszy raz go widzę. A przynajmniej w takiej okazałości.
- Idę pomóc wybrać tamtym film, pewnie znowu się sprzeczają. - zaśmiała się blondynka i wyszła z pomieszczenia.
Podeszłam do chłopaka, który kroił właśnie ser. Zauważyłam, że niezbyt dobrze mu to szło, jednak nie komentowałam jego poczynań. Uśmiechałam się jedynie pod nosem, kiedy nóż ześlizgiwał mu się i uderzał o jasny blat, pozostawiając na nim płytkie nacięcia. 
- Krępujesz moje ruchy. - mruknął, a ja nie mogłam powstrzymać chichotu. - I jeszcze się ze mnie śmiejesz! - dodał urażonym tonem. - Jestem świetnym kucharzem, po prostu te noże są takie tępe. - oznajmił, na co jedynie skinęłam głową.
Gwałtownie wciągnęłam powietrze, kiedy ostrze niespodziewanie przecięło skórę chłopaka, a krew obficie zaczęła wypływać na jego palec, aby następnie skapnąć na blat. Nóż musiał być faktycznie ostry, skoro on był zmuszony użyć tyle siły. 
- Kuźwa. - syknął, łapiąc pierwszą, lepszą szmatę.
- Zostaw. - położyłam dłoń na jego nadgarstku zanim brudna ścierka dotknęła jego skóry. - Macie apteczkę? Albo jakieś plastry czy coś? - spytałam, podnosząc wzrok na jego twarz.
- Tak, tutaj. - odparł, schylając się do najniższej szuflady i wyciągnął z niej niewielkie pudełko. 
- Pokaż to. - otworzyłam je i wyciągnęłam wodę utlenioną oraz spory plaster. Kiedy go rozwinęłam, okazało się, że jest ich kilka, a do rozdzielenia ich potrzebne były nożyczki.
- W tamtej szufladzie, obok lodówki. - wskazał dłonią, domyśliwszy się, czego potrzebuję. 
Skinęłam głową i podeszłam do wskazanego miejsca, a kiedy znalazłam nożyczki, odwróciłam się i szybkim krokiem wróciłam do Jamie'ego. Oczywiście mój brak koordynacji ruchowej dał się we znaki, przez co potknęłam się o nogę stołu, który stał na środku kuchni i wpadłam na blondyna. Nożyczki na szczęście upadły na płytki, zamiast wbić się na przykład w jego brzuch.
- Przepraszam! - powiedziałam, a raczej krzyknęłam natychmiast i odepchnęłam się dłońmi od blatu, jednocześnie odsuwając się od chłopaka. 
- Nic się nie stało. - na jego twarzy pojawiło się rozbawienie, natomiast moja spłonęła pewnie w obfitym rumieńcu. 
Podniosłam nożyczki i bez słowa opatrzyłam rozcięcie. On również darował sobie wszelkich komentarzy, chociaż miałam nieodparte wrażenie, że chciał coś powiedzieć. Cóż, kąciki jego ust co chwilę wędrowały ku górze, kiedy nieudolnie próbowałam nakleić plaster roztrzęsionymi dłońmi. 
- Dziękuję. - jego głos zabrzmiał tuż nad moim uchem, a ja dopiero teraz zauważyłam, jak blisko jego stałam. Zupełnie niepotrzebnie, więc dlaczego. 


-------------------------------------------------------------------------

Z dedykacją dla Kini <333333333

Rozdział Ósmy (II)

- Jaki problem? - ostry głos Justin'a niemal przeciął powietrze. Spojrzałam na na bruneta, lekko przygryzając dolną wargę.
- Nie sądziliśmy, że będziecie już dzisiaj... - spojrzał na Jazmy, która stała teraz nieco z boku, przyglądając się całej sytuacji. - Potrzebowaliśmy pieniędzy. Wiesz, że z tego interesu tutaj już nie wiedzie się tak dobrze. - kontynuował, a ja nie miałam pojęcia, o czym on mówi. Interes? Jaki interes?
- Jakbyście robili z konkurencją to, co wam mówiłem, to nie byłoby żadnych problemów, a teraz gadaj, bo jestem zmęczony i chciałbym się już położyć. - westchnął szatyn, przejeżdżając dłonią po swoich włosach, które znajdowały się teraz w kompletnym nieładzie, co było do niego zupełnie niepodobne.
- No wynajęliśmy twoje mieszkanie jakiemuś nowemu kolesiowi z miasta. - wydusił z siebie w końcu, a ja podskoczyłam, kiedy Justin uderzył o maskę samochodu z taką siłą, że pojawiło się na niej małe wgniecenie. 
- Co, kurwa, zrobiliście?! - wrzasnął, przez co zrobiłam krok w tył. Brunet stał przed nim niewzruszony i byłam ciekawa, czy często zdarza mu się tak wybuchać. Od tej strony go nie znałam i chyba nie chcę poznawać.
- Potrzebowałem pieniędzy! Spokojnie, za niedługo się wynosi. Jest w porządku, ok? - mówił tak spokojnie, starając się uspokoić szatyna, ale to nie działało. Widziałam jak żyła na jego karku pulsuje, jakby miała zarac pęknąć.
- W porządku?! I gdzie my mamy teraz spać? - nie krzyczał, ale jego głos nadal przesiąknięty był złością. Spojrzałam sobie przez ramię i zauważyłam, że Jamie stanął za mną.
- Coś się wymyśli. Ty i Jamie możecie spać u mnie, Miley i Clary u Megan i Jazmyn. Dwie noce. - zaproponował. 
- Dobra. - mruknął, odwracając się na pięcie. Otworzył bagażnik, z którego wyciąnął resztę bagaży. - Chodź Miley, powinnaś poznać Megan.  - ton jego głosu kompletnie się zmienił. Nie było w nim ani trochę gniewu. Skinęłam lekko głową dołączając kroku Justin'a i zmierzając w niewiadomym kierunku. - Przepraszam. - westchnął.
- Za co? - zerknęłam na niego. Był ode mnie trochę wyższy, więc mogłam spokojnie podziwiać jego zarysowaną szczękę i idealne kości policzkowe.
- Powinienem się wszystkim zająć. Obiecuję, że już jutro będziemy w swoim mieszkaniu, osobiście się tym zajmę. - uśmiechnął się lekko, przez co wyglądał tak niewinnie. Zupełnie nie przypominał tego Justin'a sprzed paru minut. 
- Nic nie szkodzi. Mnie to naprawdę nie przeszkadza. - stanęliśmy przed małym domkiem jednorodzinnym. Rozejrzałam się, widocznie wszystkie były zbudowane na podobnym planie. Szatyn otworzył przede mną furtkę, puszczając mnie przodem. Weszłam po schodkach i stanęłam przed ciemnymi drzwiami. Zapukałam trzykrotnie, po czym nacisnełam klamkę, wchodząc do środka. Ładnie tutaj pachniało. Kwiatami, jakimiś perfumami. Ściany pokryte były głównie jasnymi kolorami, gdzieniegdzie nałożona była kwiecista tapeta. Białe meble i ciemne panele idealnie ze sobą kontrastowały. Weszliśmy dalej, do salonu, gdzie na kanapie siedziała jakaś brunetka. 
- Kevin, mówiłam, że nie chcę nigdzie wychodzić, źle się czuję. - westchnęła, nawet się nie odwracając. Spojrzałam na szatyna, na którego twarz wpełznął szeroki uśmiech. Powoli odstawił moją walizkę i podszedł do dziewczyny, zasłaniając jej oczy rękami. - Co robisz, kretynie?! Ja to oglądam. - ściągnęła jego ręce, odwróciła się i rozchyliła usta ze zdziwienia. - O Boże! Justin! - pisnęła, od razu wpadając w jego ramiona. Przewróciłam oczami. - Co ty tu robisz? - spytała, nie odsuwając się ani na milimetr. Oni wszyscy są tu chyba tacy czuli, co nie?
- Niespodzianka! - zaśmiał się, obracając ją wokół własnej osi, po czym odstawił brunetkę na podłogę, odwracając się w moją stronę.
- Kto to jest? - mruknęła, spoglądając na mnie. Chyba nie była zbyt zadowolona na mój widok, cóż, ja również nie kipiałam z radości.
- To jest Miley, moja... Przyjaciółka. - zacisnęłam szczękę, słysząc jego słowa. Przyjaciółka, och, poważnie?
- Ach... - kiwnęła głową, widocznie się rozluźniając. Kim ona do cholery jest? - Miło mi, jestem Megan. - podbiegła do mnie, obejmując moje ciało. Poklepałam ją lekko po plecach, po czym odsunęłam się o krok.
- Ona i Clary będą musiały tutaj zostać na jedną, góra dwie noce. Kevin t idiota i... - zaczął, ale Megan przerwała mu, unosząc dłoń na wysokość jego twarzy.
- Nie ma sprawy! Będzie super. - klasnęła w dłonie. Zachowywała się jak taka typowa, słodka licealistka, uwielbiająca pidżama party, wesołe miasteczka i takie tam.
- No to w porządku. Ja zostanę u tamtego kretyna. - przewrócił oczami, na co dziewczyna zachichotała cicho. - Będę później. - posłał jej przyjazny uśmiech, po czym poszedł do mnie i pochylił się, ale ja w samą porę odsunęłam się od niego, sprawiając, że cmoknął powietrze.
- Ta, do później... Przyjacielu. - ostatnie słowo powiedziałam nieco ciszej, patrząc na niego gniewnie. Westchnął i wyszedł z pomieszczenia, zamykając za sobą drzwi. 
- Gdzie jest Clary? - spytała, podchodząc do kuchennego blatu po lewej stronie.
- Nie mam pojęcia. - wzruszyłam ramionami, dołączając do niej. Usiadłam na wysokim krześle.
- Chcesz się czegoś napić? Jesteś głodna? - spojrzała na mnie, odrzucając za ramię swoje ciemne, gęste włosy. Była śliczna, tego nie mogłam zaprzeczyć. 
- Herbatę. - uśmiechnęłam się lekko, po czym odwróciłam się na krześle i rozglądałam po kuchni, która była urządzona w podobnym stylu jak salon i przedpokój. Jasne ściany oraz meble, a na podłodze ciemnobrązowe płytki. Na środku znajdowała się mała wysepka z kuchenką oraz zlewem, a wokół niej szafki, na których poustawiane były różne duperele. 
- Więc jesteś przyjaciółką Justina? - spytała, nalewając do granatowego kubka gorącej wody.
- Tak... - odparłam, a moja szczęka automatycznie zacisnęła się na tę odpowiedź.
- Długo się znacie? Chyba tak, inaczej nie zabrałby cię tutaj aż z Nowego Jorku. - odezwała się po chwili, stawiając przede mną napój. Ujęłam mały łyk, który i tak poparzył mój język.
- Nie tak długo. - wzruszyłam ramionami. Rok czasu to niedługo, zwłaszcza jeśli prawie cały ten czas nie mieliśmy ze sobą żadnego kontaktu... Już zapomniałam jak to jest, kiedy nie ma go przy mnie. Ale pamiętam ten okropny ból, kiedy budziłam się każdej nocy ze łzami i jego twarzą przed oczami. Nie chcę do tego wracać, to był najokropniejszy okres mojego życia.
- Cóż, ja znam go długo i wiem, że mu na tobie... zależy. - uśmiechnęła się, siadając obok mnie.
- Taa, tak myślę. - odparłam, wymuszając na sobie uśmiech. On twierdzi, że mnie kocha, a ja mu chyba wierzę. Ale czy ja czuję do niego to samo? 
Usłyszałyśmy odgłos otwieranych drzwi, Megan nawet nie ruszyła się z miejsca, była chyba przyzwyczajona do niezapowiedzianych wizyt. Chociaż może była zapowiedziana, nie mam pojęcia. Odwróciłam się, słysząc kroki, które z każdą sekundą stawały się coraz głośniejsze. Po chwili w drzwiach pojawiła się uśmiechnięta blondynka, na widok Megan jej twarz spochmurniała. 
- Cześć... - odezwała się, a w jej głosie wyraźnie odznaczało się napięcie. 
- Clary. - mruknęła brunetka. - Nareszcie przyszłaś. - dodała, nadal siedząc do niej tyłem. 
- Tak, coś mnie zatrzymało. - wzruszyła ramionami.
- Chyba ktoś. - przewróciła oczami. Czułam się dziwnie i najlepiej bym stąd wyszła.  - Nieważne z resztą. Chodźcie, pokażę wam wasz pokój. - oznajmiła, wreszcie podnosząc się do pozycji stojącej. 
Skinęłam głową i z obiema dziewczynami wyszłam z kuchni, weszłam po schodach na górę, po czym przeszłam krótkim korytarzem na lewo, gdzie znajdowały się dwa pomieszczenia. 
- Tutaj jest wasz pokój. - Meg wskazała na ciemne, drewniane drzwi. - A tutaj łazienka, z której możecie korzystać. - dodała, przenosząc wzrok na białe drzwi po drugiej stronie. 
- Dzięki. - odezwała się Clary i od razu weszła do pokoju, zostawiając uchylone drzwi. Spojrzałam niepewnie na brunetkę, która od razu odwróciła się i odeszła. 
- Chyba niezbyt się lubicie. - powiedziałam cicho, wchodząc do jasnego pomieszczenia, w którym miałam spędzić najbliższe noce. 
- Nie da się ukryć. - zaśmiała się blondynka, odstawiając swoją walizkę obok jednego z dwóch pojedynczych łóżek. Oprócz nich znajdowały się tutaj dwie etażerki z jasnego mebla oraz tego samego koloru duża szafa, zajmująca całą ścianę naprzeciw łóżek. Usiadłam na jednym z nich, gładząc dłonią miękką poście. - Wy chyba złapałyście wspólny język. - dodała, ściągając swoją koszulkę i odrzucając ją gdzieś na bok. - Justin pewnie nie powiedział jej, co jest między wami, hm? - spytała, a ja nie wiedziałam, co powiedzieć. Skąd ona o tym wiedziała? Aż tak dobrze ich zna?
- Dlaczego to zrobił? - spytałam, a mój głos był dziwnie niski, wręcz nienaturalny.
- Cóż... Ich relacja jest dość skomplikowana. - przygryzła dolną wargę, kiedy włożyła na siebie luźną, turkusową bluzkę, która idealnie do niej pasowała.
- Mianowicie? 
- Megan ma na jego punkcie fobię. Byli razem... Dość długo, dwa lata, jak nie więcej, zakochała się w nim. - wiedziałam, że tak było, jednak jej słowa w pewnym stopniu mnie zraniły. Mimo to nie przerywałam jej monologu. - Jemu też wydawało się, że to miłość na całe życie, chociaż mieli dopiero siedemnaście lat. Kurwa, byli nierozłączni, ale to był tak jakby... Toksyczny związek. Może trochę popieprzony. - westchnęła, siadając na łóżku naprzeciw mnie. - Cały czas się kłócili, sceny zazdrości Megan doprowadzały go do szału. Pewnego razu ona serio myślała, że Justin przespał się z jakąś laską. - zaśmiała się, jakby to była najbardziej absurdalna rzecz na świecie. - Oczywiście każdy oprócz niej wiedział, że to nieprawda. Sprowadziła sobie jakiegoś kolesia i przespała się z nim, a potem powiedziała o tym Justinowi. - uchyliłam usta. - Załamał się, cholera, nigdy nie widziałam go w takim stanie. Ale po jakimś czasie doszedł do siebie. Pogodzili się, ale... Justin obiecał, że nie znajdzie sobie nikogo innego, dopóki nie będzie pewien, że już jej nie kocha. Od dwóch lat ona żyje w pieprzonym przekonaniu, że on nadal coś do niej czuje i myślę, że on boi się jej reakcji. - skończyła, a mnie zupełnie zatkało. Nie wzięłam w ogóle pod uwagę takiej opcji no bo, kto by wziął?
- To... - zaczęłam. - Ja... Nie wiem... Nie wiem, co powiedzieć. - jąkałam się, patrząc na nią w kompletnym osłupieniu. 
- Nie martw się, między nimi już wszystko skończone. Nie da się wybaczyć zdrady, przynajmniej ja tak uważam. - wzruszyła ramionami, opadając na miękki materac. 
- Taa... - mruknęłam, biorąc z niej przykład.
Przymknęłam powieki i nawet nie wiedząc kiedy, zasnęłam.


***

Otworzyłam oczy, po czym przetarłam je, podnosząc się do pozycji siedzącej. Zauważyłam, że jestem przykryta bordowym kocem, którego przecież wcześniej tutaj nie było. Spojrzałam w bok i ujrzałam pogrążoną w śnie Clary. Była przykryta od stup do pasa, miała na sobie żółtą pidżamę, a jej włosy spięte były w wysokiego kucyka. 
Chwyciłam swój telefon i sprawdziłam godzinę, 00:24. Świetnie, teraz na pewno nie zasnę, przespałam całe popołudnie. Wyszłam cicho z pokoju i przeszłam do łazienki, gdzie przemyłam twarz zimną wodą i przeczesałam włosy, które pozostawiłam rozpuszczone. Starając się nie robić zbyt wiele hałasu zeszłam na dół po schodach. Czułam się w tym domu nieswojo, w końcu nie byłam u siebie, ale głód dawał mi się we znaki, więc musiałam coś zjeść. Otworzyłam lodówkę i przeanalizowałam jej zawartość, ostatecznie decydując się na kanapki z serem. Wyciągnęłam potrzebne produkty i przygotowałam posiłek. Z talerzem i kubkiem gorącej herbaty przeszłam do salonu, gdzie włączyłam telewizor. Na "MTV" leciał jak zwykle jakiś głupi program, ale zwykle o tej porze na większości programów były, albo jakieś horrory, których nienawidziłam, albo filmy... Cóż, na które również nie miałam ochoty, jeśli wiecie, o co mi chodzi.
Spojrzałam przez ramię, mając dziwne wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Może to przez to nowe miejsce? Z pewnością. Wróciłam do jakże ciekawego programu, ignorując dziwne odczucie. Skończyłam jeść, więc odstawiłam brudne naczynia do prawie pełnej zmywarki i skierowałam się z powrotem do salonu. Przechodząc przez przedpokój poczułam jak ktoś chwyta mnie w tali i ciągnie do ściany. Odwrócił mnie do siebie przodem i przygwoździł do twardej powierzchni, zagradzając m drogą silnymi ramionami, opierając się po obu moich bokach. Chciałam pisnąć, ale przycisnął swoje usta do moich i od razu poznałam, kto to jest. Odsunęłam głowę w bok, przerywając jego "atak".
- Jesteś chory, przestraszyłeś mnie! - warknęłam, jak najciszej umiałam. Zachichotał, przez co uderzyłam go w brzuch.
- Nie bądź taka agresywna. - mruknął, przesuwając się do mnie tak, że napierał swoim ciałem na moje. 
- To nie ja jestem popieprzonym psychopatą, który uwielbia atakować swoje... - no właśnie - Przyjaciółki. - posłałam mu wymuszony uśmiech, na co głośno westchnął.
- Nie myślałem, że aż tak się tym przejmiesz. - szepnął, nadal się ode mnie nie odsuwając.
- Ty w ogóle chyba rzadko myślisz, nie? - syknęłam, starając się go odepchnąć.
- No przestań, nie miałem wyboru, mogłaś być też koleżanką lub kuzynką. - uśmiechnął się, mi wcale nie było wesoło.
- Bo co? Bo twoja była dziewczyna dostanie szału i rozwali mi głowę toporem? - spytałam ironicznie, przewracając oczami.
- Ta, coś w tym stylu. - zaśmiał się. - Ale skąd wiesz od Megan? - spytał, mrużąc oczy. - Clary... - syknął jakby sam do siebie.
- Super, że dowiaduję się takich rzeczy od ledwo poznanej dziewczyny, a nie od... Ciebie. 
- Musisz cały czas przewracać tymi oczami? - zupełnie odbiegł od tematu.
- Nieważne! - fuknęłam, wreszcie odpychając go i ruszyłam we wcześniej obranym kierunku, mianowicie salonie.
- No więc wiesz, że nie miałem wyboru. - szedł za mną na tyle blisko, że czułam jego oddech na moim karku.
- I będziemy tak żyć?  Z nią na karku? Nie tak miało być, Justin! - wyrzuciłam w powietrze ręce, odwracając do niego przodem. Był ode mnie wyższy, więc spotkałam się twarzą z jego klatką piersiową, przez co cofnął się o krok.
- Nie, powiem jej, ale nie pierwszego dnia, ok? - spojrzał na mnie, a powaga na jego twarzy nieco mnie uspokoiła. - Nie obrażaj się... - mruknął, przejeżdżając dłońmi po moich biodrach, przez co poczułam na ciele dreszcz.
- Pieprz się, Bieber. - zaśmiałam się, czując, że dłużej nie wytrzymam.
- Tylko z tobą, panno Cyrus. - szepnął mi do ucha, schylając się nieco. Ponownie zaśmiałam się na jego słowa.
- Możesz pomarzyć. - odparłam.
- Już niedługo. - przewróciłam oczami. Szatyn wziął między palce mój podbródek, sprawiając, że spojrzałam w jego czekoladowe oczy. Były niesamowite, jeszcze nigdy takich nie widziałam, on jest zbyt idealny. Poczułam jak muska wargami moje usta, ale tym razem od razu odwzajemniłam pocałunek. Położyłam obie dłonie na jego brzuchu i uśmiechnęłam się, czując jego mięśnie. On natomiast wolną dłoń usadowił na dolnej części moich pleców. Nie chciałam tego przerywać, ale musiałam, słysząc kroki na górze. Oderwałam się od Justina, przecierając wierzchem dłoni opuchnięte wargi, na co chłopak zaśmiał się pod nosem.
- Gdzie to pieprzone światło, kurwa, kto projektował ten dom. - do moich uszu dobiegł głos Clary, na co zaśmiałam się. - Jebani architekci. - dodała, kiedy wreszcie znalazła włącznik i chwilę później stała już na przedpokoju. Odwróciła się w naszą stronę, a na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. - No cześć. - zaśmiała się.
- Cześć. - odparł Justin, obejmując mnie ramieniem.
- A co wy tu robicie? - spytała, poruszając zabawnie brwiami.
- Dyskutujemy. - oznajmiłam z rozbawieniem. 
- Jasne. - ponownie zachichotała, po czym zniknęła za drzwiami kuchni. 
- Myślałam, że to Megan. - odetchnęłam z ulgą.
- Ta, ja też. - mruknął szatyn, ponownie wracając do wcześniejszej pozycji. - Ale skoro to nie ona, możemy dokończyć to, co przerwaliśmy. - dodał, uwodzicielskim głosem, zbliżając się do mnie.
- Nie tym razem. 
- Jesteś taka okrutna. - wypchał dolną wargę, robiąc minę zbitego psa.
- A ty napalony. - próbowałam powstrzymać śmiech, który i tak po chwili rozbrzmiał w pomieszczeniu.
- Nie da się ukryć. - zarumieniłam się, kiedy jego ciepłe dłonie wślizgnęły się pod moją koszulkę i zaczęły delikatnie pieścić skórę na moim brzuchu. 
- Co ty tu w ogóle robisz? - spytałam po chwili. 
- Nie mogłem spać. - wzruszył ramionami. 
- I dlatego włamałeś się do cudzego domu i napadłeś jego tymczasową mieszkankę? - starałam się zachować poważną minę, co chyba niezbyt mi wyszło.
- Nie, widziałem, że jego mieszkanka zaświeciła światło, więc postanowiłem ją odwiedzić. - wzruszył ramionami.
- Też nie mogłam spać, ale to chyba dlatego, że przespałam całe popołudnie. - chwyciłam między zęby dolną wargę i zaczęłam się nią bawić.
- Śpioch. - rzucił zadziornie, po czym odsunął się ode mnie i usiadł na sofie, łapiąc w dłoń pilota. - Więc... Co robimy? - spytał.

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Rozdział Siódmy (II)

Potykałam się o własne nogi, starając się nadążyć za szybkim krokiem Jamie'ego. Co chwilę oglądałam się przez ramię, ale najwidoczniej ich zgubiliśmy, cóż... taką miałam nadzieję. Nie muszę chyba mówić, że jego twarz nie wyrażała żadnych emocji, prawda? Z resztą... jak zwykle. To potrafi być naprawdę irytujące.
- Wolałbym, żebyś przestała patrzeć na mnie, a skupiła się na swoich stopach, bo nie mam czasu na zbieranie cię z chodnika. - mruknął, nawet na mnie nie patrząc.
Poczułam pieczenie na policzkach,przyłapał mnie, naprawdę tak intensywnie mu się przyglądałam? Posłuchałam jego zaleceń i wbiłam wzrok w swoje tenisówki, które szybko poruszały się po chodniku. Moje nogi zaczęły odmawiać mi posłuszeństwa, na szczęście wchodziliśmy włśnie na parking, gdzie zaparkowaliśmy samochód. Podeszliśmy, a wręcz podbiegliśmy do czarnego audi i miałam właśnie wsiadać na odpowiednie miejsce, kiedy spojrzałam w dół. Opony były przebite, a powietrze już je opuściło.
- Kurwa! - warknął blondyn, uderzając o maskę pojazdu. Przygryzłam wnętrze policzka, przyglądając się jego poczynaniom. Przejechał dłońmi po swoich włosach, mocno ciągnąc za ich końcówki. Rozejrzałam się po parkingu, który teraz był już prawie pusty, kilka samochodów zajmowało miejsca w tym sektorze.
- Co teraz? - spytałam, zaczynając się niecierpliwić. Jamie podniósł na mnie swój błękitny wzrok, po czym po prostu wzruszył ramionami.
- Musimy iść na nogach, trzeba zadzwonić do Justin'a, może złapie nas po drodze. - oznajmiłam, spoglądając w stronę, z której przyszliśmy. - Chyba ich zgubiliśmy. - dodał, ruszając przed siebie.
Tym razem położył swoją dłoń na moich plechach, lekko pchając mnie do przodu. Wyciągnęłam iPhone'a i ponownie wybrałam numer Justin'a.
- No i co jest? - spytał, a w jego głosie od razu dało się doslyszeć zdenerwowanie.
- Przebite opony, musimy wracać pieszo, podjedziesz do nas... hmm... pod teatr? - odparłam po krótkim namyśle.
Szatyn rzucił krótkie "jasne", po czym rozłączył się. Telefon ponownie znalazł się w kieszeni moich spodenek. Oblizałam wargi, ponownie spoglądając za ramię, nic. Odetchnęłam z ulgą. Jamie chyba też już się uspokoił, ponieważ nieco zwolnił i teraz nadążałam za jego krokiem. Skręciliśmy w alejkę między galerią, a kinem, kiedy usłyszałam za sobą jakieś śmiechy. Zerknęłam za siebie, a moje serce ponownie zaczęło być z podwojoną prędkością. Byli za nami, dość blisko. Blondyn zatrzymał się, więc spojrzałam na niego, czekając, aż ruszy ponownie, nie możemy tutaj na nich tak po prostu czekać, jednak zrozumiałam to, patrząc przed siebie na dwóch rosłych mężczyzn z kilkudniowym zarostem gęstrzym niż włosy na ich głowach. Wciągnęłam głośno powietrze, co teraz?
- Cześć, Jamie. Teraz robisz za ochroniarza? - rzucił jeden, krzyżując ręce na piersi.
- A może to kolejna lalka. Tę radziłbym ci lepiej bronić, a wręcz przeszkolić, tamta była bardzo słabiutka. - dodał brunet obok niego. Poczułam, jak mięśnie blondyna momentalnie się spinają, a oddech robi się szybki, płytki. - No co, nie masz nam nic do powiedzenia? - krzyknął, wyczekując jego reakcji.
- Nie bawcie się z nim, mamy wziąć tylko dziewczynę, pamiętacie? - odezwał się jeden z tych za nami. Spojrzałam na każdego z nich i niemożliwością było, żeby Jamie poradził sobie z nimi wszystkimi, było ich za dużo. Zwilżyłam wargi.
- Dalej robicie wszystko, co wam każe? Nie macie jakiś większych ambicji? - odwarknął po chwili, czułam, że stara się uspokoić oddech.
- Koniec gadaniny, oddaj ją, a rozdzielimy się w spokoju, nie chcesz chyba kłopotów. - zaproponował mężczyzna o ciemnych, niemal czarnach włosach i gęstych brwiach. Uśmiechnął się lekko, zaciskając dłoń w pięść. - To jak? Dogadamy się? - spytał po chwili. Zerknęłam na Jamie'ego. Oczy miał zwężone, a szczękę mocno zaciśniętą.
- Chyba sobie żartujesz. - w jego głosie dosłyszałam rozbawienie? Przełknęłam ślinę wraz z gulą, która rosła w moim gardle.
- Dajcie nam spokój! - pisnęłam, zaśmiali się, przerzucając wzrok na mnie. Przygryzłam dolną wargę, byliśmy w dupie, dosłownie w dupie.
- Pozwolił ci się ktoś odzywać? - syknął brunet, unosząc swoje brwi. - Nie wydaje mi się, więc zamknij, kurwa, ten pysk. - dokończył. Bałam się, strasznie się bałam. Chociaż nie wiem, czego najbardziej. Tego, że znowu trafię do tamtej piwnicy i niewiadomo, co mi zrobią tym razem, a może tego, że coś stanie się Jamie'emu z mojej winy? Przecież gdybym nie chciała jechać do tej pieprzonej galerii, nie złapaliby nas.
- Dobrze wiecie, że jej wam nie oddam, więc spieprzajcie stąd zanim skopię wam tyłki. - cały czas mówił to z takim spokojem, jakby zaistaniała sytuacja była dla niego codziennością.
- Śpieszy nam się, kurwa. - splunął jeden z nich, po jego postawie mogłam stwierdzić, że był ich szefem czy coś w tym stylu. Ciemne włosy, dwudniowy zarost, mocno zarysowana szczęka, a jego obcisła koszulka eksponowała mięśnie. Był wręcz napakowany, w przeciwieństwie do Jamie'ego, on miał zupełnie inną budowę. Owszem, był umięśniony, ale zupełnie inaczej. - Złapcie tę sukę! - syknął do reszty. Już po sekundzie objęły mnie dwa silne ramiona i zaciągnęły do tyłu, trzymając w żelaznym uścisku. - Sam tego chciałeś. - mruknął, a na jego twarz wpełzł chytry uśmieszek, po czym przyłożył blondynowi w twarz tak mocno, że jego głowa odwróciła się w moją stronę, a z nosa zaczęła sączyć się czerwona ciecz. Wciągnęłam gwałtwonie powietrze. Kolejny cios tym razem w brzuch, zgiął się w pół. Brunet zamachnął się, aby uderzyć kolejny raz, ale Jamie odskoczył do tyłu, złapał go za kark i uderzył kolanę w jego twarz. Obserwowałam to wszystko z załzawionymi oczami.
- Co tak stoicie do kurwy nędzy! Rozpierdolcie go! - krzyknął, trzymając się za złamany, zakrwawiony nos. Jak na zawołanie do Jamie'ego podbiegło dwóch dryblasów. Okładali go pięściami, przed niektórymi udało mu się uciec, ale on był jeden, a ich już trzech, nikt nie dałby sobie rady.
- Jamie! - pisnełam, kiedy blondyn opadł na ziemię. Był teraz kopany po żebrach. Miałam wrażenie, że słyszę jak strzelają jego kości. Próbowałam się wyrwać, chciałam podbiec do niego i pomóc mu jakoś, ale nie mogłam. 
- Na następny raz zapamiętaj, my zawsze bierzemy to, co chcemy. - uśmiechnął się brunet, wyciągając z kieszeni spodni jakiś kawałek materiału i wytarł nią twarz, pozbywając się resztek krwi. Zanim odszedł, kopnął go jeszcze raz z taką siłą, że Jamie musiał się przewrócić na drugą stronę z głośnym stęknięciem. - Zabierzcie ją do samochodu. - rozkazał.
Usłyszałam strzał, a po chwili jeden z nich upadł na ziemię, z jego klatki piersiowej wypłynęła krew. Wszyscy zaczęli się rozglądać, łącznie ze mną. I znowu, kolejny opadł na kolana. Moje serce biło teraz jeszcze mocniej, choć nie wiem, czy to w ogóle możliwe. Zza rogu wyszedł szatyn. W ręce trzymał broń. Ubrany w czarną bluzę, ciemne, jeansowe spodnie oraz czerwone buty marki supra. Nacisnął spust, celując w mężczyznę obok mnie, podskoczyłam, kiedy wielkie ciało runęło przed moimi nogami. 
- Witamy pana Bieber'a. Dołączysz się do zabawy? - zaśmiał się brunet. Śmierć tamtych nie wywołała u niego żadnych emocji, nienawidzę takich ludzi, nawet mnie ich bylo szkoda. 
- Nie wkurwiaj mnie. Spieprzaj zanim wsadzę się tę kulkę do gęby. - syknął Justin, jego głos przesiąknięty był czystą złością. I w sumie zaczęłam się marwtić, że jest też zły na mnie. 
- Przyszedłem po dziewczynę. Dajcie mi ją, a mogę iść. Na chuj wam ona? - spytał, spoglądając na mnie. Nadal byłam trzymana przez jednego z nich. 
- Nie dostaniesz jej, tak to trudno pojąć, kurwa? - szatyn podszedł bliżej, przykładając broń do jego klatki piersiowej. - Time Over, Bruce. - szepnął, po czym nacisnął spust, a krew Bruce'a opryskała jego buty. - Kurwa, nowe supry! - syknął, popychając ciało, która spadło płasko na ziemię, usłyszałam jak jego kości się łamią. 
Dopiero teraz zauważyłam, że Jamie się podniósł. Stał pod murem, trzymając się za żebra. Na jego prawym policzku pojawiał się już wielki siniak, a cała twarz była umazana w czerwonej substancji. Przygryzłam wnętrze policzka, odwracając wzrok, nie mogłam na to patrzeć, to wszystko przeze mnie. 
Zostałam mocno pchnięta do tyłu, gdybym nie wyrzuciła do przodu rak, ja także miałabym złamany nos. Spojrzałam przez ramię, mężczyzna, który przed chwilą trzymał mnie tak mocno, że prawie nie mogłam oddychać, teraz spieprzał ze sporą prędkością, zaśmiałam się. 
- Nic ci nie jest? - Justin pomógł mi wstać, po czym położył dłonie na moich ramionach i zaczął dokładnie mi się przyglądać. 
- Wszystko dobrze Justin, jest ok. - uśmiechnęłam się lekko, wtulając w jego tors. Objął mnie mocno, słyszałam, jak szybko bije jego serce. Uspokajałam się czując jego zapach i nie przejmowałam się, że jego czarna bluza ubrudzona jest we krwi Bruce'a, miałam ochotę zostać w jego ramionach do końca świata. Odchrząknięcie. Odsunęliśmy się od siebie i spojrzeliśmy na Jamie'ego.
- Powinniśmy już iść. - oznajmił, krzywiąc się. Był nieźle poturbowany, nawet mówienie sprawiało mu ból. Skinęłam głową. Szatyn objął mnie ramieniem, przyciskając do swojego boku.
- Dzięki, stary. - uśmiechnął się.


***

Jechaliśmy samochodem Justin'a... Nie wiem nawet, gdzie. Opierałam czoło o szybę, patrząc w zmieniający się szybko widok miasta. Przygryzłam mocno dolną wargę, przypominając sobie o Ashley i Chris'ie. Powinnam go olać, tak... powinnam, ale nie umiem, nie potrafię. Zachował się jak palant, wiadome, a nawet mało powiedziane, ale kocham tego idiotę, nieważne jak mocno, mnie zrani. 
Pociągnęłam nosem, ocierając policzek, na który wkradła się pojedyncza łza, nie powinnam płakać, nie teraz. Osunęłam się na fotelu, krzyżując ręce na klatce piersiowej, zerknęłam na szatyna, prowadzącego samochód. Był skupiony na drodze, szczęka mocno zaciśnięta, pulsujące żyły na karku, był zdenerwowany, to wiadome. W odróżnieniu od niego Jamie wydawał się spokojny, jak pierdolona oaza spokoju, której nic nie wzrusza. Siniak na policzku stał się większy, a z licznych rozcięć na twarzy sączyła się czerwona substancja. Nienawidziłam krwi, jej zapachu, jej widoku, po prostu niczego co z nią związane, ale teraz nie mogłam odwrócić od niej wzroku. Może dlatego, że miałam wrażenie, iż to moja wina? Westchnęłam, a w tym samym czasie samochód się zatrzymał. 
Rozejrzałam się. Byliśmy na jednej z biedniejszych dzielnic miasta. Zniszczone, obskurne budynki ozdabiało grafiti, na trzepakach przed blokami bawiły się dzieci, pod murami stało paru mężczyzn palących, pijących, śmiejących się. 
Justin wysiadł, zatrzaskując za sobą drzwi. Śledziłam go wzrokiem. Podszedł do jednej z kamienic i przycisnął przycik na metalowym panelu. Nie mogłam wyczytać z ruchu jego warg tego, co powiedział. Kąciki jego ust powędrowały do góry, kiedy drzwi otworzyły się, a przed szatynem stanęła niska blondynka. Brązowe, duże oczy, szeroki uśmiech, idealna cera. Poczułam dziwny uścisk w żołądku, kiedy jego ramiona owinęły jej drobną sylwetkę, a ona wplotła palce w jego włosy. Przygryzłam wnętrze policzka, odwracając wzrok. 
Nie minęło wiele czasu, kiedy usłyszałam otwieranie drzwi, miejsce obok mnie zajęła owa blondynka. Przyjrzała mi się dokładnie. 
- Widzę, że pasują ci moje ciuchy. - oznajmiła delikatnym głosem. Spojrzałam po sobie. Więc to były jej ubrania? Ubrania Clarissy... Może je sobie wziąć. 
- Tak, dziękuję, że mi je pożyczyłaś. - odparłam, siląc się na lekki uśmiech.
- Daj spokój, nie ma sprawy, bardzi ładnie w nich wyglądasz. - mówiła to z takim entuzjazmem, jakby zaraz miała wybuchnąć i wylecieć w kosmos, co szczerze? Chyba by mi nawet nie przeszkadzało.- Jestem Clarisa, ale możesz mi mówić Clary, a ty to Miley? - uniosła lekko jedną brew, skinęłam głową. 
- W porządku, możemy jechać. - odezwał się Justin, przekręcając kluczyk w stacyjce.
- Świetnie, mam dość tego dużego miasta. - westchnął Jace, spoglądając na mnie z lusterka, chyba upewniając się czy aby mnie nie uraził.
- O matko! Jace, co ci się stało?! - pisnęła, na co blondyn przewrócił oczami.
- Nic takiego, Clary, naprawdę... - mruknął pod nosem. 
- Jak to nic takiego!? Widziałeś swoją twarz? - ciągnęła dalej, po czym złapała w dłonie twarz chłopaka i zaczęła ją dokładnie oglądać. - Kto ci to zrobił? - spytała po chwili.
- Jakbyś nie wiedziała, tak trudno się domyślić? - Justin spojrzał na nią z lekkim uśmiechem. 
- Możemy już jechać? - fuknął Jamie, zabierając ze swojej twarzy ręce blondynki. Ta posłusznie zajęła swoje miejsce, op czym zapięła pasy, samochód ruszył.

***

Uchyliłam powieki. Zasnęłam? Tak... Podniosłam się do pozycji siedzącej, rozciągając się, co było dość trudnym zadaniem w audi Justin'a. Przejechałam dłonią po karku, przez co poczułam na nim gęsią skórkę. Otuliłam się ramionami z powrotem opierając o szybę. Jechaliśmy jedną z głównych, stanowych autostrad. Zerknęłam na swojego iPhone'a, było już po dwudziestej pierwszej, a ja byłam zmęczona, jakby był środek nocy. 
Mój wzrok przykuła wiadomość, którą właśnie otrzymałam. Odblokowałam urządzenie i odzytałam tekst.

Ashley: 
Mam nadzieję, że wszystko jest w porządku. Uważaj na siebie xoxo.

Uśmiechnęłam się pod nosem, po czym odpisałam krótkie "Ok, Ty też, kocham." i schowałam telefon z powrotem do kieszeni szortów. Założyłam nogę na nogę, czując ucisk w dolnej części ciała. Spojrzałam przez szybę i dziękowałam w duchu, że właśnie przejeżdżaliśmy obok stacji.
- Um... Justin, możemy zatrzymać się na stacji? - spytałam, zerkając na Clary, która spała ze spuszczoną głową, gęste, lekko lokowane włosy zasłaniały jej twarz.
- Jasne. - odparł i od razu zjechał na odpowiedni pas, po czym wjechał na mały parking. - Chcesz żebym poszedł z tobą? - spytał, opierając się łokciem o oparcie fotela. Pokręciłam głową, naciskając klamkę.
- Myślę, że sobie poradzę. - uśmiechnęłam się lekko, po czym wyszłam z samochodu, szybkim krokiem kierując się do drzwi wejściowych. Rozejrzałam się po sklepie w poszukiwaniu jakiegoś znaku, sugerującego drogę do toalery. Kiedy wreszcie go odszukałam, ruszyłam w owym kierunku. Otworzyłam drzwi i pisnęłam na widok przed sobą. Stałam naprzeciwko jakiegoś kolesia, który właśnie zapinał swoje spodnie. Niemal czułam, jak moja twarz nabiera barwy buraka, zasłoniłam ją dłońmi.
- Bardzo przepraszam, nie wiedziałam, że ktoś tu jest, przepraszam! - wypaliłam, po czym cifnęłam się, trzaskając drzwiami. Oparłam się o ścianę obok. Przeczesałam dłonią włosy, automatycznie wybuchając głośnym śmiechem, jednak opanowałam się szybko, przecież on mógł to słyszeć. 
- Wolne. - usłyszałam męski głos, spojrzałam w tamtym kierunku i automatycznie przygryzłam wnętrze policzka. 
- Tak, dzięki. - mruknęłam.
- Sorry, to moja wina, powinienem zamykać drzwi. - zaśmiał się nerwowo, przejeżdżając dłonią po swoich jasnych włosach. Na moją twarz niekontrolowanie wkradł się uśmiech. Nawet nie chcę wiedzieć, jaką miałam minę, kiedy tam weszłam.
- A ja powinna pukać. Powiedzmy, że jest po równo. - oznajmiłam.
- Thomas. - wyciągnął przed siebie rękę, którą po chwili uścisnęłam.
- Miley. - oznajmiłam. - Ja chyba powinnam... - zaczęłam, wskazując na pomieszczenie obok. Thomas zaśmiał się cicho, po czym skinął głową.
- Jasne. 
Weszłam przez ciemne drzwi do małej toalety. Spojrzałam na siebie w lustrze. Potargane włosy, pomięte ciuchy, w niektórych miejscach lekko rozmazany makijaż. Nie powinnam się tak pokazywać. Westchnęłam. 
Załatwiłam swoją potrzebę, poprawiłam nieco swój wygląd i wróciłam do sklepu. Thomas stał za kasą, rozmawiając z kimś przez telefon. Podeszłam do jednej z półek i wzięłam z niej paczkę żelek. A co tam, dwie paczki żelek, jakieś orzeszki, a z lodówki wyciągnęłam pepsi. Z tym wszystkim podeszłam do kasy, jasnowłosy właśnie kończył rozmowę.
- To wszystko? - spytał, podając mi reklamówkę z moimi zakupami.
- Tak. - kiwnełam głową, wyciągając z kieszeni pieniądze. - Ile?
- Dziewięć dolarów i twój numer. - poruszył zabawnie brwiami, prze co zachichotałam.
- To masz tu dziesięć dolarów, a numer to ci się raczej nie przyda. - odparłam.
- A to dlaczego? - wypchał do przodu dolną wargę, patrząc na mnie ze wzrokiem zbitego kundla. 
- Bo nie jestem stąd, a poza tym mam... - zerknęłam w kierunku czarnego audi i przewróciłam oczami, widząc jak Clary wygłupia się z Justin'em, a następnie ponownie lądują w mocnym uścisku. - Nieważne. - uśmiechnęłam się, zabierając z lady zakupy.
- A więc skąd jesteś? - spytał, chowając do kasy pieniądze.
- Z Nowego Jorku. Ale myślę, że na jakiś czas zamieszkam w Stratford. - oznajmiłam, poprawiając włosy, które opadły mi na czoło.
- To nie tak daleko. W sensie Stratford nie jest tak daleko od miasta, w którym mieszkam. Pół godziny drogi może. Więc...? - nie ustępował. Przygryzłam dolną wargę, po czym wyciągnęłam z kieszeni iPhone'a i podałam mu numer. Nie sądzę, abyśmy się spotkali, więc co mi szkodzi. 
- A teraz już muszę lecieć. Znajomi czekają. Trzymaj się. - pomachałam mu, kierując się do wyjścia.
- Do zobaczenia, Miley. 

***

- Witaj w Stratford. - usłyszałam nad sobą głos szatyna, kiedy wysiadłam z samochodu, po czym zamknęłam za sobą drzwi, rozglądając się dookoła. Było tutaj jak w każdym mniejszym miasteczku, ale przyznam, że podobało mi się, nawet bardzo. Chociaż nie widziałam zbyt wiele, ponieważ było ciemno, a nieliczne latarnie słabo oświetlały ulice. Domy ustawione w równym szeregu pomalowane były na różne kolory, otoczone różną roślinnością.
Justin wyciągnął z bagażnika moją walizkę, po czym podał ją Jamie'emu, na co od razu się zerwałam.
- Wezmę ją. - oznajmiłam, niemal wyrywając mu z ręki bagaż.
- Przecież mogę nią ponieść, nie jest aż taka ciężka. - westchnął blondyn, przejeżdżając dłonią po swoich włosach, po czym wystawił ją w moim kierunku.
- Więc mogę ją ponieść. - uśmiechnęłam się.
- Juuuuuuustin! - usłyszałam głośny krzyk, więc odwróciłam się w owym kierunku.
 Przewróciłam oczami na widok wysokiem brunetki. Na jej twarzy gościł wielki uśmiech, tak wielki, że miałam wrażenie, iż zaraz wybuchnie. Biegła w naszym kierunku, a kiedy była juz wystarczająco blisko, dosłownie skoczyła na szatyna, który objął ją jedną ręką. Drugą trzymał walizkę Clary. O, świetnie, kolejna do kompltu, dużo masz jeszcze tutaj dziewczyn, Justin? Westchnęłam.
- Jezu, jak ja tęskniłam. - odezwała się po dłuższej chwili, kiedy chłopak odstawił ją na ziemię. Poprawiła swoje włosy, które przylepiły się do jej twarzy. 
- Wyrosłaś strasznie, mała. - zaśmiał się, przejeżdżając po niej wzrokiem.
- Nie przesadzaj! - uderzyła go w ramię, na co nawet nie zareagował. - A to.. kto? - spytała, odwracając się w moją stronę. Przetarłam twarz dłonią. W przeciwieństwie do niej wyglądałam pewnie jak jakaś bezdomna czy coś.
- Jazmyn, to Miley. Miley, poznaj moją siostrę Jazmyn. - uchyliłam usta. Więc to jego siostra... Przejechałam językiem po dolnej wardze, ściskając jej dłoń. 
- Hej. - powiedziałam nieśmiało.
Podskoczyłam, kiedy jakaś wysoka postać przeszła obok, lekko trącając mnie ramieniem.
- Cześć, stary! - przywitał się z szatynem męskim uściskiem. - Dawno cię u nas nie było. - oznajmił, robiąc krok w tył.
- Taaa, miałem coś do załatwienia. Teraz zostanę dłużej. - uśmiechnął się, spoglądając na mnie, co nawet nieświadomie odwzajemniłam.
- Przyjechaliście wcześniej. - odezwała się Jazmyn.
- Tak, tak jakoś wyszło. 
- No i właśnie, widzisz... Jest jeden problem. - niechętnie oznajmił brunet, drapiąc się po karku. Spojrzałam na niego, lekko unosząc brwi, to samo zrobił justin.
- Jaki problem?